Historia Hufca ZHP Lubliniec

Harcerstwo to nie jest coś, co się umie, ale to jest coś, czym się jest

English French German Italian Portuguese Russian Spanish

Obóz pionierski w Arteku w 1961r.

Wiosną 1961r. podczas zajęć WF na boisku SP Nr 1 w Lublińcu, podszedł do mnie druh Marian Ożarowski i poinformował mnie, że wraz z druhną Barbarą Dragon z Kalet, zostaliśmy wytypowani do reprezentowania naszego Hufca i Katowickiej ZHP na międzynarodowym obozie pionierskim w Arteku na Krymie nad Morzem Czarnym (w ZSSR)

12artek12016

Będąc wtedy w piątej klasie, byłem zaskoczony, a jednocześnie przerażony i szczęśliwy. Wracając ze szkoły poszedłem do mojej babci Ewy by jej o tym powiedzieć. Nie bardzo była rada z tej informacji, bo jako żona oficera 74GPP, o Rosjanach zawsze miała swoje zdanie:) Po powrocie do domu, wieczorem, po odrobieniu lekcji rozgorzała rodzinna debata. Jak zwykle moja mama była pełna obaw i zadawała wiele pytań, na które ojciec nie zawsze potrafił odpowiedzieć. Mimo to, już kilka dni później pojechała na pierwsze spotkanie do Komendy Chorągwi do Katowic. Poinformowano nas, jak musimy się przygotować do wyjazdu, podano tez termin 1.07 do 20.07 oraz ustalono datę kolejnego spotkania. Wtedy po raz pierwszy widziałem prawie wszystkich uczestników obozu. Nastąpiły kolejne spotkania, na których sprawdzano nasze umundurowanie i wyposażenie, które mieliśmy ze sobą zabrać. Otrzymaliśmy plakietki, które musiały być bardzo dokładnie przyszyte na mundurach. Wszyscy wyglądaliśmy jednakowo. Na kolejnym spotkaniu polecono, aby każdy potrafił grac na jakimś instrumencie i wręczono śpiewnik z piosenkami, których należało się nauczyć Tu był problem, nie grałem na żadnym instrumencie, później wymyśliliśmy z mamą zakup bałałajki z myślą, że na pewno jak się nie nauczę to w Arteku ktoś mnie podszkoli.

12artek12016267ab

Kiedy zbliżał się termin wyjazdu spotkaliśmy się z instruktorami, którzy mieli prowadzić grupę, wśród nich był dh hm Franciszek Kisperski, oraz druh z Warszawy, którego nazwiska już nie pamiętam. Podczas spotkania, Komendant Chorągwi Katowickiej - druh hm Józefa Haensel, przekazał nam informacje dotyczące bezpieczeństwa i zasad zachowywania się podczas pobytu, otrzymaliśmy także wiele znaczków, przypinek i pamiątek, którymi mieliśmy się wymieniać z innymi uczestnikami obozu.

W dzień wyjazdu z Lublińca było bardzo gorąco i była jakaś awaria na PKP, tak że pociąg, którym miałem jechać, został odwołany. Za parę minut jechał autobus, ale przecież nie miałem biletu na niego. Po dłuższej rozmowie mamy i pasażerów, wreszcie pojechałem, ale sam:) Z dworca do siedziby KCH nie było daleko, więc trafiłem bez problemu - chociaż w ostatniej chwili. Z Katowic pojechaliśmy do Warszawy na spotkanie z grupami wyjeżdżającymi do innych krajów. Były to bardzo fajne dwa dni, podczas których spotkaliśmy się z Naczelniczką ZHP - druhną hm Zofią Zakrzewską. W południe wsiedliśmy do pociągu, który miał zawieść nas do Moskwy. Wieczorem pociąg dotarł do przejścia granicznego w Brześciu i tu problem... Numery legitymacji szkolnych (nowe, bo poprzednie przekazaliśmy organizatorom wyjazdu) nie zgadzały się z tymi wpisanymi do zbiorowej wizy. Nie było rady, musieliśmy wysiąść z pociągu i na bardzo obskurnej stacji, czekaliśmy aż do następnego dnia. Wreszcie przywieziono z Warszawy właściwe legitymacje i po zmianie podwozia wagonów (w ZSRR, a aktualnie Rosji, inny jest rozstaw szyn) pociąg ruszył w dalszą drogę. Gdy dotarliśmy do stolicy, nikt na nas nie czekał. Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas przed dworcem, aż zainteresowała się nami milicja i nakazała nam zdjęcie z pasów harcerskich "finek". Minęło kilka kolejnych godzin i pojawili się organizatorzy, którzy myśleli, że już nie przyjedziemy (wszystko przez to opóźnienie). Ulokowali nas w hotelu "Rosija" i przedstawili naszego opiekuna i tłumacza. Początkowo do Arteku mieliśmy lecieć samolotem, ale z powodu naszego spóźnienia, pojechać mieliśmy w dalszą drogę pociągiem. Oczekując na niego zwiedzaliśmy Moskwę. Wreszcie zapakowano nas w pociąg relacji Moskwa-Sewastopol i ruszyliśmy w dalszą podróż. Zanim dotarliśmy na obóz, strasznie wymęczeni, minęły kolejne 3 lub 4 dni.

12artek120162345

W Arteku przywitano nas bardzo serdecznie i po przekazaniu do depozytu naszych plecaków i mundurów, oraz po wytęsknionej kąpieli, przebraliśmy się w standardowe stroje uczestników (w kolorze niebieskim). Każdy dzień pobytu tutaj wypełniony był całkowicie.

12artek120162

Apel, zajęcia, spotkania z innymi uczestnikami, wycieczki, gry sportowe a wieczorem ogniska i śpiewy. Zwiedziliśmy piękne okolice i podziwialiśmy krajobrazy.

12artek2017t6y7

Weszliśmy na górę Aju-duch. Kąpaliśmy się w Morzu Czarnym, które w tamtych stronach ma kamienistą plażę.

12artek1201623
Druh Krzysztof - stoi pierwszy od prawej strony

Przedstawiciele poszczególnych państw z całego świata mieli wyznaczone swoje dni jako narodowe (przeważnie po 2 państwa). W tych dniach cały program i imprezy prowadzone były przez te reprezentacje. Gdy przyszła pora na nas, dopiero wtedy wydano nam mundury i wreszcie mogliśmy się poczuć jak harcerze. Wszyscy nas podziwiali. W mundurach prezentowaliśmy się fantastycznie. Zawarliśmy w tym dniu wiele znajomości i przyjaźni. Szczególnie upodobali sobie nas Finowie i przedstawiciele Indii. "Rozmowy" utoczyły się oczywiście przy pomocy rąk, rysunków, a czasem w języku rosyjskim.12artek12016234

Szybko minął czas  i ruszyliśmy tą samą trasa do Moskwy. Po przybyciu do której dopadły nas kolejne perypetie związane z odjazdem. My po raz kolejny wykorzystaliśmy te dni na wycieczki i zakupy. Większość naszych suwenirów nabyliśmy w dużym domu handlowym "GUM na Placu Czerwonym. Po kilku dniach pożegnaliśmy wspaniałego opiekuna i załadowaliśmy się do pociągu relacji Moskwa - Warszawa. Tym razem bez większych problemów dojechaliśmy do kraju. W Lublińcu byłem 10 dni po terminie - czyli 30 lipca. Radości rodziców i opowieściom w domu i na zbiórkach nie było końca.

artek12016267

Niestety z powodu naszego późniejszego przyjazdu, przepadł mi obóz w Borowej. Na szczęście wraz ze swoimi harcerzami pojechałem na letni biwak do Koszwic, by chociaż na kilka dni posmakować harcerskich wakacji po namiotem i w harcerskiej atmosferze.

hm Krzysztof Zbączyniak

Oficjalna strona Arteku

artek120162346

Strona www - poświęcona historii Arteku
artekhistoriastrona

Artek w latach 60-tych

Opracowane na podstawie:
Wspomnienia - Krzysztof Zbączyniak

Zdjęcia:
Zbiory prywatne - Krzysztof Zbączyniak
Archiwum Hufca Lubliniec